Granica poczdamska i prawo międzynarodowe

Druga wojna światowa spowodowała radykalną zmianę granicy polsko-niemieckiej. Zmiana ta miała swe źródło w zupełnie nowym ulkładzie sił, jaki w porównaniu z latami poprzedzającymi ekspansje hitlerowską wyłonił się był w Europie środkowo-wschodniej w latach 1944-1945. Jednym ze skutków wojny dla Polski było wielkie przesunięcie naszego terytorium na zachód. Dokonało się ono w okolicznościach odbiegających od wzorów, których dotąd zwykle dyplomacja trzymała się kończąc wojnę i przywracając pokój. Przychodzi tu zwłaszcza na myśl paryska konferencja pokojowa z Niemcami po I wojnie światowej i wieńczący ją traktat wersalski z 1919 r. Teraz wszystko miało się odbyć inaczej – ani nie zwołano konferencji pokojowej z pokonaną Rzeszą, ani nie podpisano z nią traktatu pokojowego.

Dlaczego tak się stało? Zacznijmy od położenia, w jakim znalazły się pokonane Niemcy. Działań wojennych nie zakończyła żadna umowa rozejmowa w rodzaju konwencji z 11 listopada 1918 r. Przedstawiciele dowództwa niemieckich sił zbrojnych, działając w oparciu o pełnomoctnictwa i zgodę ostatniego rządu Rzeszy, podpisali 7 i 8 maja 1945 r. dwa akty bezzwarunkowej kapitulacji obejmujące cały region wojny. Nie były to umowy zawarte na zasadzie równości z dowództwem Armii Czerwonej i dowództwem Sojuszniczych Sił Ekspedycyjnych, lecz zobowiązania niemieckie przyjęte przez zwycięzców do wiadomości. Akty te obejmowały różne klauzule wojskowe: kapitulacja wszystkich jednostek, przerwanie walki, rozbrojenie się, wydanie broni i sprzętu itp. Ponadto figurowała tam zapowiedź, iż w przyszłości może być jeszcze wydany „inny dokument generalny o kapitulacji (…) stosujący się do całych Niemiec i do całości niemieckich sił zbrojnych”. Punkt ten był śladem pierwotnego zamiaru zwycięzców, aby do aktu bezwarunkowej kapitulacji włączyć rozmaite postanowienia polityczne. Ostatecznie postanowienia te znalazły się w innym dokumencie, mianowicie w deklaracji z 5 czerwca 1945 r. ogłoszonej w Berlinie przez cztery mocarstwa okupujące Niemcy, tj. Francję, USA, Wielką Brytanię i ZSRR. Była to deklaracja – jak głosił jej tytuł – w sprawie klęski Niemiec i objęcia nad Niemcami władzy najwyższej przez rządy czterech mocarstw. Nie nosiła ona podpisu rządu niemieckiego, ponieważ wcześniej przestał on istnieć – został aresztowany 23 maja 1945 r. Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby podpis taki znalazł się był pod jakże istotnymi decyzjami figurującymi w deklaracji berlińskiej. Jego brak wszakże niczego nie zmieniał – ówczesne Niemcy zdane były na łaską i niełaską zwycięzców, a szerokich kompetencji zwycięzców nic już nie mogło podważyć.

Mocarstwa bowiem były teraz panami sytuacji – faktycznie i prawnie objęły one, jak głosiła wspomniana wyżej deklaracja berlińska, „najwyższą władzę nad Niemcami”, w szczególności „wszystkie uprawnienia przysługujące rządowi niemieckiemu, naczelnemu dowództwu oraz wszelkiemu rządowi lub wladzy krajowej, miejskiej lub lokalnej”. Centralna władza prawodawcza, administracyjna i sądowa w Niemczech na skutek klęski i kapitulacji przestała być wykonywana przez naczelne organy niemieckie (których po prostu nie było) i znalazła się w ręku mocarstw. Zwycięzcy dokonali podboju Niemiec i zgodnie z ówczesnym prawem międzynarodowym mogli byli nawet anektować terytorium niemieckie. Nie zdecydowali się oni na taki drastyczny krok, lecz mogąc pójść tak daleko, władni byli uczynić mniej, wychodząc jednak poza tradycyjne wzory. Mogli więc przejąć kompetencje rządu niemieckiego i decydować o wszystkich sprawach niemieckich. Utrzymując zaś terytorium niemieckie jako odrębne (tj. nie anektując go) mogli je okroić i zmienić jego granice. W deklaracji berlińskiej cztery mocarstwa okupacyjne zapowiadają, iż „określą później granice Niemiec, albo której bądź ich części, jak również sytuację prawna Niemiec lub wszelkich obszarów będących obecnie częścią terytorium niemieckiego”.

Słowa te pozwalają zrozumieć, dlaczego granicę polsko-niemiecką z roku 1939 dało się zmienić w oparciu o układ poczdamski, czyli układ mocarstw, bez udziału i podpisu niemieckiego, a jednak w sposób dla Niemiec wiążący. Niemcy znalazły się we władaniu mocarstw i teraz zwycięzcy legalnie decydowali o losie pokonanego przeciwnika, w tym także o jego granicach. Niezwykła sytuacja wytworzona na ziemi niemieckiej domagała się posunięć równie nadzwyczajnych, do tej sytuacji dostosowanych.

Mapa Stalina
Mapa Stalina

W tych okolicznościach również w interesie Polski leżało działanie nieortodoksyjne, ponieważ eliminowało zwłokę, jakiej nie dałoby się uniknąć przy trzymaniu się metod tradycyjnych. Tymczasem pewnych rozstrzygnięć w sprawie naszej granicy zachodniej nie dało się dłużej odkładać. Kilka miesięcy wcześniej w Jałcie USA i Wielka Brytania zgodziły się otwarcie ze stanowiskiem ZSRR, że „wschodnia granica Polski powinna biec wzdłuż linii Curzona” (zgoda zasadnicza, zwłaszcza przez Wielką Brytanię, została wyrażona już wcześniej na konferencji teherańskiej w 1943 r.). W 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego w Lublinie podpisał umowy repatriacyjne z Republikami Białoruską, Litewską i Ukraińską. Na ich podstawie jeszcze podczas działań zbrojnych na frontach europejskich przy było z przedwojennych województw wschodnich ponad ćwierć miliona Polaków. Do tej liczby trzeba dodać około 300 tysięcy polskich uchodźców z tamtych stron, którzy znaleźli się po 1939 r. w Polsce centralnej. Ruch migracyjny ze wschodu na zachód nasilał się i ogólne przyrzeczenie jałtańskie, że „Polska powinna uzyskać znaczny przyrost terytorialny na północy i na zachodzie”, wymagało sprecyzowania oraz pilnej decyzji. Decyzja ta zapadła w Poczdamie w postaci dwóch tekstów o znaczeniu zarówno politycznym jak prawnym. Są nimi układ w sprawie zachodniej granicy Polski oraz układ w sprawie usunięcia Niemców. Figurują one w dwóch dokumentach konferencji, mianowicie w protokóle oraz w komunikacie lub sprawozdaniu z 2 sierpnia 1945 r. Komunikat ogłoszony był natychmiast, protokół później, w tym ostatnim znajdują się pewne porozumienia lub informacje, których nie ma w komunikacie. Rzecz jest bez znaczenia dla naszej kwestii, ponieważ oba wskazane układy dotyczące bezpośrednio Polski mają identyczne brzmienie zarówno w protokóle (rozdziały VIII pkt. B i XII), jak i w komunikacie (rozdziały IX pkt. B i XIII).

Stronami układów byli uczestnicy konferencji poczdamskiej, t j. USA, W. Brytania i ZSRR. Pewną komplikacją mogła być absencja Francji, której nie zaproszono do udziału w obradach, mimo że jako jeden z czterech okupanłów była ona współpiastunem władzy najwyższej w Niemczech i bez niej nie dało się decydować o różnych sprawach niemieckich, w tym o terytorium. Francja zgłosiła zastrzeżenia do niektórych poczdamskich zasad politycznych i gospodarczych dotyczących traktowania Niemiec w początkowym okresie kontrolnym. Wywołało to potem pewne tarcia. Sprawa jest jednak dla nas obojętna, ponieważ francuskie wątpliwości nie odnosiły się ani do nowej granicy polsko-niemieckiej, ani do wysiedleń. Jedno i drugie Francja aprobowała.

Dla Niemiec układy poczdamskie w sprawie granicy i wysiedleń stały się wiążące, mimo że nie noszą podpisu niemieckiego. Wobec całkowitej – faktycznej i prawnej – zależności Niemiec od mocarstw okupacyjnych, wobec braku rządu niemieckiego, podpis taki nie wchodził w ogóle w rachubę i nie był potrzebny, aby zobowiązać Niemcy do tego, co w Poczdamie postanowiono. W 1945 r. Niemcy były legalnie przedmiotem władzy sojuszników, nie zaś kontahentem i partnerem wspólnie zawieranych traktatów. Oficjalny pogląd RFN wyrażony wkrótce po jej powstaniu, wypowiadany także przez różnych polityków i prawników zachodnioniemieckich, jakoby układy poczdamskie były dla Republiki Federalnej bez znaczenia prawnego i jakoby nie wynikały z nich żadne skutki prawne dla Niemiec (res inter alios gesta), nie wytrzymuje krytyki. Pogląd ten bowiem ignoruje położenie Niemiec w roku 1945, również na płaszczyźnie prawa międzynarodowego.

Pod układem poczdamskim nie ma też podpisu polskiego, ponieważ były to porozumienia jedynie mocarstw. Niemniej Polska od razu przyjęła układ w sprawie granicy. Uczyniła to delegacja zaproszona na konferencję poczdamską przez mocarstwa. Na czele delagacji stał prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut, a w jej skład wchodzili wiceprezydent KRN Stanisław Grabski, premier Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej Edward Osóbka-Morawski, wicepremierzy Władysław Gomułka i Stanisław Mikołajczyk oraz inne osoby z Rządu. Delegacja przedstawiła stanowisko Rządu na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych trzech mocarstw, natomiast nie referowała sprawy na plenarnym posiedzeniu konferencji, tj. z udziałem trzech szefów rządów, spotkała się jednak oddzielnie z każdym z nich, mianowicie z W.S. Churchillem, H.S. Trumanem i J.W. Stalinem. Były ponadto jeszcze inne rozmowy i kontakty między delegatami polskimi a uczestnikami konferencji. Z punktu widzenia polskiego i jednoczesnie prawnego układ w sprawie granicy zachodniej był umową zawartą przez mocarstwa na korzyść Polski (umowa na korzyść trzeciego, pactem in favorem tertii), z wszystkimi konsekwencjami takiej konstrukcji prawnej. A więc przyjęcie i wykonanie umowy przez Polskę sprawiło, że mocarstwa nie mogły bez zgody Polski odejść od tego, co w układzie poczdamskim postanowiły. Zapowiedź zaś „zawarcia pokoju” (o czym mowa będzie jeszcze niżej) niczego tu nie zmienia ani tym bardziej nie osłabia. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że w rozsądnym terminie po konferencji poczdamskiej nie doszło do podpisania traktatu pokojowego z Niemcami i po pewnym czasie cała idea takiego traktatu przestała być realna. Jest ponadto inny istotny moment: wszelka dalsza regulacja kwestii granicy po układzie poczdamskim nie mogła była dojść do skutku bez uczestnictwa państwa polskiego.

Co się tyczy poczdamskiego układu w sprawie usunięcia Niemców z Polski, Czechosłowacji i Węgier, to państwa te zostały powiadomione o tym, że cała sprawa przechodzi do kompetencji Sojuszniczej Rady Kontroli w Berlinie. Państwa te zostały wezwane, aby „wstrzymały na razie dalsze wydalania, dopóki zainteresowane rządy nie rozpatrzą sprawozdań swych przedstawicieli w Radzie Kontroli”.

Niemieckie siły zbrojne kapitulowały bezwarunkowo, a w kategoriach politycznych ostatni rząd Rzeszy Niemieckiej przegrywał wojnę także bezwarunkowo. Sytuacja więc była znowu inna od tej, która istniała w roku 1918, kiedy Rząd Rzeszy twierdził, że kończy wojnę i podpisuje rozejm na zasadach określonych w znanych Czternastu Punktach prezydenta Woodrow Wilsona – co miało krępować zwycięzców wobec Niemiec. Obecnie nic takiego nie wchodziło w rachubę. Karta Atlantycka przyjęta najpierw przez Churchilla i Roosevelta w roku 1941, potem przez całą koalicję Narodów Zjednoczonych, stwierdza, że rządy te „nie pragną przeprowadzenia żadnych zmian terytorialnych, które by nie zgadzały się ze swobodnie wyrażonymi życzeniami zainteresowanych ludów”. Otóż zarówno Wielka Brytania, jak Stany Zjednoczone niejednokrotnie wykazywały, że postulat ten nie dotyczy Niemiec. Kapitulacja roku 1945 nie nastąpiła w oparciu o Kartę Atlantycką. Również Karta Narodów Zjednoczonych z jej zasadą „równouprawnienia i samostanowienia ludów” nie krępowała mocarstw (ani Polski) wobec Niemiec. W Karcie Narodów Zjednoczonych figuruje norma, która wyklucza powoływanie się na ten podstawowy dzisiaj traktat międzynarodowy, aby podważać to, co spotkało Niemcy w roku 1945 i w latach okupacji. Czytamy tam mianowicie: „Nic w niniejszej Karcie nie unieważnia ani nie wyklucza akcji prowadzonej wobec każdego państwa będącego podczas drugiej wojny światowej nieprzyjacielem któregokolwiek sygnatariusz niniejszej Karty, a którą to akcję podejmują lub sankcjonują rządy ponoszące za nią odpowiedzialność w wyniku tej wojny” (art. 107). Akcją taką było oddanie Polsce ziem nad Odrą i Nysą Łużycką oraz wysiedlenie stamtąd ludności niemieckiej.

Układ poczdamski mówi o „zarządzie państwa polskiego nad tymi ziemiami”, zresztą określając je jako „byłe terytoria niemieckie” – „byłe”, czyli już do Niemiec nie należące. Co to znaczy zarząd lub administracja? Pamiętajmy, że formuła ta zaproponowana została w Poczdamie przez delegację amerykańską jako część kompromisowego pakietu decyzji obejmującego ponadto sprawę odszkodowań oraz politykę wobec Włoch i byłych satelitów Osi w Europie. Otóż w terminologii brytyjskiej i amerykańskiej słowo zarząd (administration) ma lub może mieć różne znaczenia, w tym także znaczenie szersze od polskiego sensu „administracji”. W języku polskim, zwłaszcza prawniczym administracja jest tylko częścią działalności państwa; obok administracji istnieje jeszcze prawodawstwo i sądownictwo. Jednak to, co Polska otrzymała z mocy układu poczdamskiego, nie było zarządem w wąskim znaczeniu, lecz równało się pełni władzy publicznej. Wszystkie jej atrybuty znalazły się w ręku polskim. W Poczdamie mocarstwa nie potraktowały obszaru podlegającemu polskiemu zarządowi jako części Niemiec. Wprawdzie kilka dokumentów mocarstw okupacyjnych z lat 1944 i 1945 posługuje się zwrotem „Niemcy w granicach z roku 1937”. Lecz okupacja mocarstw rozciągała się na Niemcy wyłącznie w granicach poczdamskich, mocarstwa zaś z obszaru oddanego Polsce nigdy nie uczyniły piątej strefy okupacyjnej. Mocarstwa nie gwarantowały granic niemieckich według stanu z 1937 roku, a po powstaniu RFN i NRD nigdy nie twierdziły, iżby władza któregokolwiek z dwóch rządów niemieckich mogła rozciągać się na terytorium objęte granicami z 1937 roku. Zamiarem mocarstw było spowodować rewizję przedwojennej granicy polsko-niemieckiej i układy poczdamskie nie były niczym innym, jak zasadniczą decyzją wprowadzającą ten zamiar w życie. Treść zarządu polskiego wskazywała, że nie było tu już miejsca na suwerenność niemiecką, której żadna klauzula lub formuła nie utrzymała chociażby jako goły tytuł (nudum jus) zachowany na przyszłość. Przeciwnie – zwrot o „byłych terytoriach niemieckich” ma swoją wymowę. Amerykański historyk konferenecji poczdamskiej, Herbert Feis, trafnie zrozumiał sens układu pisząc, że to, co tam postanowiono w kwestii wyłączenia polskiego obszaru z radzieckiej strefy okupacyjnej, oznaczało „trwałe oderwanie tej części Niemiec”.

Istotne było także wysiedlenie ludności niemieckiej. Plan usunięcia Niemców z Austrii, Czechosłowacji, Węgier i Polski został przyjęty 20 listopada 1945 r. przez Sojuszniczą Radę Kontroli w Berlinie jako akt wykonawczy w stosunku do układu poczdamskiego. Plan przewidywał, że z Polski wysiedlonych będzie 3,5 mln Niemców. Liczba ta wskazywała, że chodzi tu przede wszystkim o niemieckich mieszkańców ziem na wschód od Odry i Nysy, nie zaś tylko o mniejszość niemiecką z Polski przedwojennej. W 1931 r. mieszkało w Polsce 741 tys. Niemców; większość z nich ewakuowała się przed zbliżającym się frontem wschodnim i w Polsce już nie przebywała. Liczba 3,5 miliona odnosiła się w przeważającej mierze do Niemców, jacy w 1945 r. mieszkali jeszcze na ziemiach oddanych Polsce. Oczywiście, ludność niemiecka tych ziem była do roku 1945 znacznie większa, zmniejszyła się była jednak drastycznie, zwłaszcza wobec ucieczki oraz przymusowej ewakuacji zarządzonej przez rząd Rzeszy. Po zakończeniu działań wojennych powrót uchodźców nie był już możliwy.

Fakt wysiedlenia eliminował wszelką wątpliwość co do tego, kto miał pozostać gospodarzem tych obszarów. Dał temu dobitny wyraz prezydent USA Harry S. Truman, gdy po powrocie z Poczdamu oświadczył: „Terytorium oddane Polakom w administrację da możność Polsce lepiej wyżywić swą ludność. Utworzy ono krótką i łatwiejszą do obrony granicę między Polską a Niemcami. Zasiedlone przez Polaków, uczyni ono z Polski naród bardziej jednolity”. Poczdamski układ o granicy trzeba czytać razem z układem o usunięciu Niemców: operacja przesiedleńcza nie była ani tymczasowa, ani eksperymentalna, lecz miała na nowo ukształtować stosunki ludnościowe w nowych granicach. W tym właśnie sensie przesiedlenie Niemców omawiane było jeszcze podczas wojny, zwłaszcza przez aliantów zachodnich.

Na koniec pozostaje wyjaśnić, co znaczy wypowiedziana w układzie poczdamskim „opinia” szefów trzech rządów, że „z ostateczną demilitacją zachodniej granicy Polski należy zaczekać do zawarcia pokoju” (po angielsku: peace settlement); w układzie figuruje jeszcze inny zwrot wydający się odkładać całą sprawę „zanim nastąpi ostateczne ustalenie zachodniej granicy Polski”.

Słowa te miały inny skutek w r. 1945, a zupełnie inny obecnie, czterdzieści lat po Poczdamie. Wówczas przypuszczano, że konferencja pokojowa zajmie się w niezbyt odległym czasie wszystkimi problemami granicznymi w Europie. Rzeczywiście w 1946 r. zebrała się w Paryżu konferencja pokojowa i ułozyła traktaty pokojowe z Bułgarią, Finlandią, Rumunią, Węgrami i Włochami. Rada Ministrów Spraw Zagranicznych czterech mocarstw okupujących Niemcy zaczęła również przygotowywać projekt traktatu pokojowego z Niemcami lub dla Niemiec (nie było jeszcze wtedy żadnego centralnego rządu niemieckiego). W 1947 r. rząd polski przedstawił na posiedzeniu Rady swój punkt widzenia, w tymże roku, na sesji Rady w Moskwie, doszło w gronie mocarstw do dyskusji nad granicą polsko-niemiecką. Niebawem podział Niemiec opóźnił i następnie uniemożliwił zawarcie traktatu pokoju. Radzieckie propozycje z lat 1958 i 1959, aby podpisać taki traktat z dwoma istniejącymi rządami niemieckimi, zostały odrzucone przez mocarstwa zachodnie, a zwłaszcza przez RFN.

Normalizacja stosunków pomiędzy zainteresowanymi państwami dokonała się była na drodze innej niż traktat pokojowy. Między rokiem 1951 a 1955, w rozmaitych deklaracjach, rządy Narodów Zjednoczonych zakończyły stan wojny z Niemcami. Rządy te podpisały także liczne umowy międzynarodowe, przeważnie dwustronne, z NRD i RFN, regulując najrozmaitsze kwestie wynikające z wojny i okupacji. Skądinąd kwestiami tymi zająłby się traktat po pokoju, lecz wobec jego braku trzeba było je normować stopniowo i w całej serii umów, nie zaś w jednym zbiorowym akcie. Szczególnie duży jest kompleks umów podpisanych przez państwa zachodnie z RFN. Również Polska, nie doczekawszy się zawarcia traktatu pokoju, podpisała umowy dwustronne, m.in. o delimitacji i demarkacji granicy poczdamskiej. Należy tu układ zgorzelecki z 1950 r. oraz akt z Frankfurtu nad Odrą z 1951 r., oba zawarte z NRD, oraz umowa polsko-radziecka z 1957 r. dotycząca granicy biegnącej przez obszar dawnych i zlikwidowanych Prus Wschodnich. Także RFN zawarła traktaty ze swoimi zachodnimi sąsiadami wprowadzające pewne rektyfikacje graniczne, nie czekając na traktat pokoju.

W miarę więc upływu czasu i regulowania rozmaitych spraw pozostawionych przez wojnę, jakikolwiek traktat pokoju z Niemcami stawał sie zbędny. Powstanie zaś i utwierdzenie odrębnej egzystencji RFN i NRD spowodowało likwidację jednolitej państwowości niemieckiej w postaci dawnej Rzeszy Niemieckiej. Rozmaite teorie głoszące dalsze istnienie Rzeszy i jednego państwa niemieckiego, podtrzymywane dziś w RFN, służą celom politycznym, nierzadko mętnie formułowanym. Z punktu widzenia nauki prawa zaliczyć je trzeba do świata fantazji; z rzeczywistością prawną nie mają one nic wspólnego.

Z chwilą swego powstania w 1949 roku rząd Niemieckiej Republiki Demokratycznej wyraził zgodę na nową granicę polsko-niemiecką. Traktatowe uznanie tej granicy wynika jasno ze wspomnianego wyżej układu zgorzeleckiego.

Rząd Republiki Federalnej Niemiec przez długie lata odmawiał uznania granicy poczdamskiej. Przełom dokonał sie dopiero po powstaniu koalicji socjaldemokratów (SPD) z liberałami (FDP), gdy kanclerzem został Willy Brandt. W układzie PRL-RFN o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków z 1970 r. RFN stwierdza, że „istniejąca linia graniczna”, ustalona w Poczdamie, „stanowi zachodnią granicę państwową Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” (art. I ust. 1). Tym samym RFN wyraziła zgodę na granicę, analiza zaś całego układu prowadzi do wniosku, że zgoda ta oznacza uznanie granicy przez RFN. Podczas debaty ratyfikacyjnej zwracała na to uwagę zwłaszcza ówczesna opozycja chrześcijańsko-demokratyczna (CDU/CSU). Konkluzji tej nie są w stanie zmienić rozmaite próby osłabienia prawnej i politycznej wymowy układu: rezolucja Bundestagu z 1972 r., orzeczenia sądowe podtrzymujące fikcję Rzeszy i granicę z 1937 r., analogiczne oświadczenia różnych polityków, szczególnie z obecnego rządu w Bonn. Oświadczenia te są ze sobą niekiedy sprzeczne i dlatego prowadzą do pytania, jakie jest właściwie stanowisko tego rządu wobec definitywnej zmiany terytorialnej, która dokonała się u wschodniej ściany Niemiec w rezultacie wojny przegranej przez Adolfa Hitlera i jego imperium.

Wszystko to trzeba widzieć we właściwych proporcjach. Wracając do poczdamskiej klauzuli o zawarciu pokoju, to nawet gdyby kiedykolwiek doszło do podpisania traktatu pokojowego (co jest dziś czystą iluzją), traktat ten nie będzie w stanie podważyć sytuacji prawnej wytworzonej przez układ poczdamski i potwierdzonej przez układ zgorzelecki i normalizacyjny. Żaden traktat bowiem nie jest negocjonowany w próżni prawnej, a w wiele lat po zakończonej wojnie nie abstrahuje się od granic od dawna ustanowionych i uznanych. Zresztą cała kwestia, od czasu do czasu poruszana teraz już tylko w RFN, jest wyimaginowana. Komu dziś albo jutro miałby być potrzebny traktat pokoju z Niemcami (jakimi?), skoro dyplomacja europejska zdołała w końcu na inne sposoby uporać się z tym, nad czym w dawniejszych czasach zaraz po wojnie dyskutowała tradycyjna konferencja pokojowa.

Krzysztof Skubiszewski

Tekst ukazał się Tygodniku Powszechnym, nr 25 z 23 czerwca 1985 roku. Aktualnie (grudzień 2012) dostępny jest w internecie – Granica poczdamska i prawo międzynarodowe. Część listów Jędrzeja Giertycha, których nie opublikował Tygodnik Powszechny, dostępna jest (grudzień 2012) na portalu Polskie Kresy.info – Jak Polska odzyskała Ziemie Zachodnie. Przedruk służy wyłącznie celom edukacyjnym.